Pióro czy klawiatura?

apple-473629__180Ja natomiast mam zamiar podyskutować o wyższości pióra nad klawiaturą. Lub odwrotnie. Pisaliście kiedyś pamiętnik? Albo może dziennik? A może nadal to robicie, albo właśnie zaczynacie? Tylko uwaga: pamiętniki i dzienniki to już totalny anachronizm, wykopaliska i wymierający gatunek. Teraz należy pisać bloga. Blog jest, w odróżnieniu od wymienionych wyżej, modny, trendy, jazzy i na topie.  Bloga można założyć właściwie wszędzie. Patrząc na różne strony internetowe podkusiło mnie zajrzeć w parę miejsc pod hasłem blog. Można tam poczytać ogólnodostępne przemyślenia obywateli naszego kraju. To dla jednych może się wydawać ewidentną zaletą i udowadniać wyższość klawiatury nad piórem. Ale może jednak niekoniecznie? Czy naprawdę coś znaczącego wniesie w moje życie czytanie o tym, jak to nastolatka zakochała się po uszy w jakimś aktorze i pisze teraz do niego listy równie mydlane jak film, w którym on gra? Nie sądzę również, abym rozwinęła swoją wrażliwość literacką czytając przeplatane gwiazdkami zamiast dźwięku „piiiii” sprawozdania z kolejnej imprezy, na której Baśka znów się urżnęła do nieprzytomności, a Jarek tym razem zamknął się w pokoju z Mileną. Inteligencja moja nie skorzysta też na napompowanych banałami opisach dnia codziennego, które w zamyśle autorki/autora miały być najwyższych lotów prozą, zahaczającą być może nawet o poezję.  Właśnie, mała dygresja. Autor lub autorka bloga rzadko podpisuje się swoim prawdziwym imieniem, czy też nazwiskiem. Śmiem nawet twierdzić, że nawet jeśli są na dole jakieś dane, to pewnie zmyślone. Ciekawe, czy autorzy tak bardzo wstydzą się tego co piszą, że wolą się nie ujawniać, czy też mają tak wysokie mniemanie o poziomie swojego pisarstwa, że zaczynają się posługiwać pseudonimem literackim?  Są też blogi przypisane do danej kategorii, w których autorzy w większości, lub w całości, poświęcają bloga jednemu tematowi. Tu przynajmniej od razu wiadomo: jeśli temat mnie nie interesuje – nie czytam. Ale też i te blogi, które przecież z założenia powinny wnosić coś nowego w moje życie, nie zawsze wyróżniają się czymkolwiek innym oprócz powtarzalności, truizmów, argumentacji trzylatka i skłonności do popadania w skrajności, czy to dotyczy polityki, czy religii, czy stosunków damsko – męskich.   Na pewno argumentem, który teraz usłyszałabym na żywo, byłoby „nie musisz czytać”. Owszem, nie muszę. Ale w takim razie można równie dobrze powiedzieć „nie muszą pisać”. A przynajmniej nie publicznie. Nikt nikomu nie zabrania tworzenia nowej epopei narodowej, kroniki dziejów albo zbioru felietonów w zaciszu swojego domu, w swoim własnym pięknym zeszycie, przy pomocy pióra lub długopisu do wyboru. Może nawet do tego zrobić sobie herbatę i popaść w błogostan na temat swoich umiejętności pisarskich. Co więcej, nie będzie trzeba też wysłuchiwać (wyczytywać) niepochlebnych komentarzy na swój temat, ponieważ tekst nie ujrzy nigdy światła dziennego. No chyba, że po śmierci utrudzonego autora ktoś odnajdzie ten pamiętnik i uzna je za epokowe dzieło godne wydania. Tak się przecież zdarzało.  Na tej fali krytyki dopłynęłam już prawie do wniosku, że pióro i papier mają zdecydowana przewagę w tej kwestii. Prawie. Prawie, jak powszechnie wiadomo, robi dużą różnicę. Wybaczcie ten banał, ale jest to prawda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *